Aktualności

Upadek Tomka Sawyera

Karolina Święcicka // Newsweek 27-04-2009

Upadek Tomka Sawyera

 Jeśli w polskich szkołach panoszy się seksizm, to dziś jego ofiarą padają chłopcy. Edukacja faworyzuje dziewczynki.

Boisko szkolne w męskiej podstawówce społecznej Żagle. Podwarszawski Anin. Robert Mazelanik, dyrektor szkoły opowiada mi o swoich podopiecznych jak o stadzie źrebaków. Chłopcy muszą mieć chłodnej w klasie, bo męczą się już przy temperaturze 22-23 stopnie. Wolniej rozwijają się ich umiejętności społeczne, dlatego nauczyciel przydziela codziennie funkcje dyżurnego, organizatora gry w pingponga. Większość wiedzy lepiej wchodzi im do głowy poprzez ruch. Trzeba ich wybiegać, a będą siedzieli w ławkach jak trusie.
Właśnie trwa duża przerwa- cała godzina przeznaczona na mecz, wyhasanie się stada:
- Muszą się przepychać, wpadać na siebie, przewracać. To wynika z potrzeby bliskości fizycznej, dotyku. Tak jak u dziewczynek, tylko objawia się brutalniej, bardziej szorstko.  Ci co się tak popychają, są zwykle najlepszymi przyjaciółmi - dodaje Mazelanik. – W większości szkół i przedszkoli pomija się tę oczywistość. Chłopcy trafiają do miejsc, w których rządzą kobiety. Mogą być wspaniałymi nauczycielkami, ale rzadko  rozumieją cienką dla mężczyzn granicę między agresją, a potrzebą bliskości.
W Żaglach uczy się dziś Ignaś Klimont ( 11-latek). Zaczynał edukację w publicznej podstawówce. -  Przez pierwsze dwa lata szkoły wciąż przynosił uwagi: hałasuje, kręci się, biega. – Nie rozumiałem. Byłem przekonany, że Ignacy jest dość spokojnym chłopcem, szczególnie w porównaniu z moim drugim synem. Przecież nie można wymagać, żeby nie lubił krzyczeć, biegać i brudzić się w piachu. Nikt w tej szkole nie rozumiał, że przeciętny chłopiec w zestawieniu z przeciętną dziewczynką wyjdzie na  łobuza - mówi ojciec Ignasia, Cezary Klimon.

On jak ona
-Obecny system edukacyjny „woli dziewczynki”- uważa profesor Anna Izabela Brzezińska, psycholog z Uniwersytetu Adama Mickiewicza, autorka . - Z prostego powodu- bo woli grzecznych. A w dużej masie one są posłuszniejsze, bardziej nastawione na współpracę. Łatwiej je prowadzić jako grupę i strofowanie szybciej przynosi efekty. 
Pisz równo, narysuj na temat i ładnie dobierz kolory. Współpracuj, nie wyrywaj się, nie popychaj. Wzrusz się na filmie i pogłaszcz psa. To jest współczesny schemat dobrego ucznia, do którego modelem była dziewczynka. Jej zachowania stały się szkolną normą. Przyczyniło się do tego sfeminizowanie zawodu nauczyciela: zwyczajnie, po ludzku nauczycielki lepiej rozumieją, łatwiej akceptują sposób funkcjonowania własnej płci. Chłopiec o ile nie będzie podobny do dziewczynki – okazuje się problemem.
Jeśli się kręci, lubi biegać i krzyczeć – prosi się rodziców, by sprawdzili, czy syn nie cierpi na ADHD. Dan Kindlon i Michael Thompson dwójka amerykańskich psychologów (których znakomita książka  „Sposób na Kaina. Jak chronić życie emocjonalne chłopców” jest bestsellerem dla rodziców  synów) – zaburzenia takie jak ADD i ADHD są dziś  pretekstem do niedostrzegania wewnętrznego świata chłopców.
- To nowy sposób by nie dostrzegać  kwestii związanych z chłopięcym życiem emocjonalnym. Zamiast dostrzec potrzeby, „leczymy" je  – alarmują i przytaczają dane pokazujące, iż w USA liczba chłopców zażywajacych leki na ADHD wzrosła aż trzykrotnie w ciągu pięciu lat. – ADHD i ADD stały się dogodnym tłumaczeniem  chłopięcych problemów z koncentracją, które często są naturalnym etapem rozwoju chłopca. Mamy dziś manię „uczynienia ich lepszymi chłopcami”- piszą.
Tymczasem zamiast ulepszać chłopców, wystarczyłoby ulepszyć system, w jakim się uczą. W szkole dla chłopców Ignaś Klimont nie jest niegrzecznym, hałaśliwym uczniem. Jest dobrym matematykiem i zapalonym piłkarzem. Rano  popędza rodziców, by jak najszybciej wyjść z domu. Bo o 7.30 jest mecz.


Dwa rodzaje człowieka
- W Polsce w ogóle nie mówi się o tym, jak bardzo chłopcy różnią się od dziewcząt. To tabu, temat niepoprawny politycznie – ubolewa prof. Anna  Brzezińska. – Myślę, że niektórzy żywią przekonanie, że różnice między płciami znikną, jeśli będziemy udawać, że ich nie ma.
Ale ona nie znika, bez względu na kraj. Kilka lat temu obserwowałam w Halle (Niemcy) przebieg projektu Miasto Dzieci, który ma uczyć postaw obywatelskich. Niektórzy chłopcy nosili różowe bluzy, niektóre dziewczynki miały plecaki z Batmanem. Ale gdy zaczęło się ćwiczenie Pracuję i zarabiam, i maluchy miały wybrać sobie zawód: grupa rozdzieliła się. Chłopcy bili się o to, żeby być taksówkarzami, policjantami, a chłopiec w różowej bluzie pytał czy mógłby być bandytą. Dziewczynki obległy zakład kosmetyczny (sprawdziłam: ich matki wcale nie były fryzjerkami). Mimo, że w Niemczech wychowanie zakłada całkowite równouprawnienie płci, mimo że dziewczynki mają dostęp do chłopięcych zabawek i vice versa – ta grupa podzieliła się według płci. - To się dzieje zupełnie naturalnie. Jeśli przedszkolakom dasz szyszki i patyki, okaże się większość chłopców zrobi z nich broń lub po prostu zacznie nimi rzucać. Większość dziewczynek zacznie robić figurki z szyszek - opowiada Anna Maciejewska, nauczycielka z przedszkola "Strumienie" w którym w ogóle nie ma zabawek (wyłącznie sznurki, kamienie, korki i wspomniane szyszki).
– Wiemy od czasów eksperymentu w izraelskim kibucu, że nawet dzieci od niemowlęctwa wychowywane jednakowo i kolektywnie, z wiekiem - ku rozczarowaniu wychowawców - ciążą ku temu, co nazywamy dziś pochopnie stereotypem płci. W krucjacie przeciwko tym stereotypom wylano chłopców z kąpielą - mówi prof. Anna Grabowska, psycholog i neurobiolog. – Czy nam się to podoba czy nie, płeć po prostu istnieje i jest związana z budową i funkcjami mózgu. Z badań wynika że  dziewczynki mają inną podzielność uwagi i uważniej słuchają (bo wykorzystują do tego obie półkule). Inaczej się je motywuje (przez kontakt i współdziałanie, a nie przez rywalizację). Dla chłopca w wieku szkolnym świat fizyczny jest bardziej zrozumiały niż świat emocji: mają już rozwinięte umiejętności techniczne i zdolności przestrzenne, a jeśli nie podkopywać ich pewności siebie przez ciągłe zestawianie z lepszymi (czyli np. dziewczynkami w klasie), nie mają wątpliwości typy „czy dam radę” i „co powiedzą inni”, bo są bardziej zdeterminowani w dążeniu do celu. - Powiedz chłopcom: gramy mecz, ale bez bramek. Większość nie będzie wiedzieć, po co w ogóle zaczynać grę. Tak samo jest z ocenami i nauką. Chłopak chce wygrywać, zwyciężać,  „okrywać się kurzem i sławą" jak Tomek Sawyer – dodaje Robert Mazelanik. – To się nigdy specjalnie nie podobało kobietom, ale byli ojcowie i nauczyciele. Mężczyżni, którzy pamiętali własne dzieciństwo i przeczuwali, że niejeden krnąbny indywidualista może mieć zadatki na lidera.


Hodowla
Wyobraź sobie, że jesteś małym Tomkiem. W twojej szkole  nauczycielami są mężczyźni. Zajęcia w zaczynają się o 8.30, ale godzinę wcześniej boisko zapełnia tłum chłopców. Dzień zaczynacie od meczu. W czasie  lekcji nauczyciel robi co kwadrans przerwę, żebyś mógł się  poruszać (na przykład zmieniasz z kolegami układ ławek). W środku dnia masz godzinną przerwę na kolejny mecz. Nie chcesz grać, możesz pogadać z kolegą. Wśród samych chłopaków łatwiej być sobą, nie musisz udowadniać, że jesteś facetem. W męskiej szkole nie ma „babskich zajęć", muzyka, plastyka, wszystko jest męskie. – To właśnie przeciwdziała stereotypom - twierdzi Mazelanik. Dlaczego więc taka szkoła jest w Polsce tylko jedna?
W szkołach koedukacyjnych (na całym świecie) chłopcy repetują pięć razy częściej niż dziewczyny. Co trzeci dziewięciolatek szkoły nie znosi (a potem jest jeszcze gorzej). Można przyjąć, że niechęć do szkoły nie jest niczym nadzwyczajnym bez względu na płeć. Ale chłopcy przestają szkołę lubić prędzej niż dziewczęta. Może więc po prostu czują się tam żle?
Specjalista neurologii dziecięcej, Verne S. Caviness w 1996 roku opublikował wyniki swoich badań i  stwierdził, że identyczna szkoła dla obu płci jest kompletną pomyłką: tempo dojrzewania chłopców i dziewcząt jest zupełnie odmienne,  zrównuje się jako tako dopiero w okolicach matury. W wieku siedmiu lat chłopcy wyprzedzają dziewczynki pod względem rozwoju fizycznego, są w tyle, jeśli chodzi o umiejętność koncentracji, koordynację i motorykę małą (np. pisanie bez wychodzenia za linijki). Efekty tych różnic pokazują wyniki badań na całym świecie, nawet w Polsce (test „szóstoklasity”, czy testy „wałbrzyskie” dla podstawówek i międzynarodowe badania PISA dla gimnazjów).
- Samych chłopców uczy się łatwiej bo mają podobny tryb działania. Poza tym, szczególnie podczas lekcji języków, trzeba łączyć naukę z ruchem. U dziewczynek nie jest to aż tak istotne- mówi Robert Mazelanik. - Chłopiec, który oprócz mówienia tekstu będzie go pokazywał, szybciej się nauczy. Trzeba inaczej organizować lekcje. 
Wyniki badań nad rozwojem dziecka pokazują, że już trzecioklasiści mają ustalony  tryb przyswajania wiadomości, który decyduje o przebiegu całego wykształcenia:- Wielu chłopców, raz ujętych w karby już pod koniec II klasy nie angażuje się w naukę i nigdy potem nie odzyskuje motywacji do  zdobywania wiedzy. Inni przeczekują najgorszy okres, stawiając czoło wymogom: nie czerpią jednak żadnej przyjemności z kształcenia się- twierdzą psychologowie
Dan Kindlon i Michael Thompson przypominają: - O dzieciach, a o chłopcach w szczególności mawia się, że okres 0-3 lata to okres złoty - wszystkiego da się dziecko nauczyć. Potem, do 10 roku życia - żelazny. Ciężko się zmienia, ale można jeszcze coś zrobić. Od dziesiątego roku zaczyna się okres kamienny. W złośliwym powiedzeniu o tym, ze chłopcy rozwijają się do szóstego roku życia, a potem już tylko rosną, jest ziarenko prawdy. Jeśli na początku życiowej drogi podetniemy chłopcu skrzydła, trudno mu będzie zostać orłem. Niestety szkoła a wcześniej przedszkole mogą je podciąć. W czasie, gdy dzieci rozwijają się emocjonalnie, chłopcy trafiają na mur. Nie potrafią sobie poradzić z emocjami, a ich naturalne sposoby radzenia sobie z nimi- ruch, aktywność, krzyk - sa niedozwolone. Rodzicom najczęsciej radzi się, by zapisali syna na zajęcia sportowe, by wybiegał się gdzie indziej.

Mężczyzna w składzie porcelany
Kiedy zapytać dorosłego faceta, co to znaczy zostać prawdziwym mężczyzną, dziewięciu na dziesięć wzruszy ramionami lub będzie się śmiać: co za pytanie. Ale dla ich synów to nie jest głupie pytanie. Nasza kultura coraz bardziej „mli mli" (według określenia Stanisława Lema) nie bardzo wie co począć z męstwem, ambicją, agresją, dumą i rywalizacją:  cechy tradycyjnie męskie to dziś cechy dwuznaczne, dyskusyjne, zawsze opatrzone „ale". 
Karolina Kuncewicz, matka 9-letniego Maksa łapie się na tym, że cenzuruje bajki: – Łagodzę zakończenia, zamieniam zabił na zgładził. Potem czuję się głupio. Sama czytałam w dzieciństwie z przyjemnością Mikołajka, Pinokia, W pustyni i w puszczy - ale dziś wydają mi się przerażające, pełne agresji. A ja chciałabym, żeby syn wyrósł na wrażliwego człowieka. Nie wiem jak w nim budzić tę wrażliwość? - pyta.
Dan Kindlon i Michael Thompson odpowiedzieliby, że budzić jej wcale nie trzeba: chłopcy są często bardziej uczuciowi niż dziewczynki, choć wyrażają to mniej otwarcie. Ale to oni silniej przeżywają bajki, trudniej im się rozstawać z rodzicami czy poradzić z porażką:
 - Jeśli zadać chłopcu pytanie „co czułeś w tej sytuacji”, prawdopodobnie nie będzie umiał odpowiedzieć. Wyjaśni za to jak sobie poradził, lub zamierza poradzić z problemem. Czy to  znaczy, że mniej czują? Gdy mierzy się tętno i przewodność skóry w emocjonalnie poruszających sytuacjach, badania pokazują że chłopcy reagują silniej – twierdzą psycholodzy. Nasza coraz bardziej kobieca kultura takiej wrażliwości nie rozumie.  Człowiek uczuciowy to taki, który zarumieni się ze wstydu, uroni łzę wzruszenia, powie: smutno mi. Nie ten, który  rzuci butem w ścianę lub podskakiwać. – Tymczasem chłopięca uczuciowość znajduje upust w aktywności fizycznej. Chłopiec, który boi się ze zaraz się popłacze, zaczyna chodzić w kółko po pokoju. Chłopcy wyrażają uczucia w czynach - tłumaczą Kindlon i Thompson. Gdy są podekscytowani lub szczęśliwi stają sie hałąśliwi, pokrzykują, skaczą, biegają, popychają się wzajemnie i poszturchują. Kiedy chłopięce sposoby objawiania uczuć spotykają się wciąż z negatywną oceną, pogrążają się w uczuciu porażki, wstydzie i gniewie.
Zbyszko Melosik, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (autor książki pt.: „Kryzys męskości w kulturze współczesnej” ) uważa, że współczesny ideał mężczyzny to mężczyzna sukcesu. - Ma być odważny, ryzykować, mieć silną wolę, działać racjonalnie - pisze Melosik. – Sukces jest jego przeznaczeniem, a porażka śmiercią.
Jednym słowem mężczyzna to nadal waleczny dzikus z dzidą. Czy potrafi się tego nauczyć od kobiet? - Uczymy się od tych, których uważamy za wzór, z którymi się identyfikujemy. Młodzi chłopcy bardzo potrzebują wzorca, lidera, ale nie będą się utożsamiać z kobietą, nawet jeśli jest świetną nauczycielką i waleczną osobą – uważa Robert Mazelanik. W jego szkole to mężczyźni są nauczycielami. Nauczyciel mężczyzna mówi głośniej i prościej, ma inny próg tolerancji na rozrabianie, potrafi też lepiej rozpoznać granicę miedzy przepychankami a grożną agresją. Ale przede wszystkim może stanowić dla ucznia wzór, jakim nigdy nie będzie pani wychowawczyni.

Taki system
Dla wielu chłopców, wychowywanych przez babcie, nianie, przedszkolanki i nauczycielki, jedynym źródłem wiadomości na temat prawdziwych facetów są panowie z telewizji. Furorę robią postaci, co do których płci nie ma wątpliwości: Indiana Jones, Bond i Rocky. Innych mężczyzn wokół chłopców często nie ma. W męskiej szkole
 ojcowie wciągani są do współpracy niemal na siłę. To oni przychodzą na wywiadówki. „Zabijają bociana”- wyjaśniając skąd się biorą dzieci. Wyjeżdzają z synami na weekendy: - Jeśli ktoś nie ma czasu lub nie chce go mieć, to sugerujemy, by wybrał inną szkołę. W rodzinach, w których nie ma ojca, szuka się kogoś na zastępstwo- dziadka, wujka- opowiada Robert Mazelanik. – Ojciec musi coś z siebie dać chłopakom: jeden przyniósł do szkoły swoją kolekcję figurek z ‘Władcy Pierścieni” i uczył dzieci, jak je robić. Inny, myśliwy, przyszedł kiedyś ze strzelbą i wypchanymi zwierzętami  i opowiadał o polowaniach. Są też męskie wyjazdy. –  Ostatnio pojechali   do twierdzy w Modlinie. Uczyli się strzelać z wiatrówek. Wiem tylko tyle, bo reszta jest ich męską tajemnicą – opowiada Marta Kuca, mama ośmioletniego Grzesia. - Zaczęli też chodzić na mecze koszykówki. W szkole działa też męski chór (ojców i synów) - opowiada zachwycona Marta.
– To jest sztuczny świat – komentuje prof. Anna Brzezińska. – Dzisiejsza szkoła publiczna jest sztucznym kobiecym światem osaczającym chłopców. Ale ta męska szkoła tworzy sztuczny system, w którym  chłopcy nie ucza się, jak żyć z kobietami:- Nauczają mężczyźni, a kobiety obsługują: gotują, sprzątają, są sekretarkami, księgowymi, pracują w bibliotece. To niestety będzie uczyć stereotypowego myślenia na temat ról kobiet i mężczyzn - krytykuje - Chłopcy nie wychodzą żle na koedukacji tylko na szkole, która ignoruje ich płeć, ich etapy rozwoju. Zamiast wymyślać kolejne puste reformy systemu i kłócić się o lektury,  tym powinniśmy się zająć: dlaczego nie moglibyśmy mieć szkół koedukacyjnych, które uwzględniają różnice między płciami?

Karolina Święcicka

Artykul został opublikowany w Newsweek Kobieta z dnia 27 kwietnia, dodatku do Newsweeka, który ukazuje się zawsze w ostatni poniedziałek miesiąca.