| Szkoła totalna |
|
There are no translations available
Paweł Zuchniewicz eKAI.pl 2009-08-31
"STERNIK" - szkoła totalna
Kiedyś o piłkarzach Holandii mówiło się, że grają „futbol totalny”. My możemy powiedzieć, że to jest „szkoła totalna” – mówi jeden z ojców pięciorga dzieci.
Jeden ze zwyczajnych dni roku szkolnego. Pod przedszkole „Strumienie” w Józefowie koło Warszawy podjeżdża mini van. Za jego kierownicą uśmiechnięta mama. Samochód zatrzymuje się, wysypuje się z niego gromadka dzieci. Część z nich to rodzeństwo, są także dzieci sąsiadów. Pani prowadzi dzieci do budynku, za chwilę wraca, bo na pokładzie znajdują się jeszcze starsi – tych trzeba zawieźć do Falenicy i do Międzylesia. Wieczorem dzieci odbiorą sąsiedzi, bo właścicielka samochodu razem z mężem mają spotkanie z opiekunem jednej ze swoich pociech. Będą rozmawiać o postępach w szkole, ale też i w domu, to znaczy między innymi o tym, jak ich synkowi udawało się wdrożyć w życie zadania, które ustalili dla niego w czasie ostatniego spotkania. Dni rodziców (a także dzieci) mijają szybko. Kiedyś o piłkarzach Holandii mówiło się, że grają futbol totalny. My możemy powiedzieć, że to jest szkoła totalna – mówi jeden z ojców (mają pięcioro dzieci, od niedawna mieszkają w Józefowie, zdecydowali się na przeprowadzkę, aby mieć bliżej).... Totalna, ponieważ wciąga rodziców w proces wychowawczy, a że jest tu wiele rodzin z licznym potomstwem, to obowiązki mnożą się niepomiernie. STERNIK bardzo angażuje rodziców w sprawy szkolne związane z dziećmi i pewnie dlatego w czerwcu, po 10 miesiącach „współpracy” mieliśmy już trochę dość… – dodaje matka trójki dzieci. – Jednak teraz już nie możemy się doczekać, kiedy po wakacjach powrócimy do rytmu szkolnego. Placówki STERNIKa działają od pięciu lat, a konkretnie od 1 września 2004 roku w kilku podwarszawskich miejscowościach (Międzylesie i Falenica, a ostatnio Józefów). Ich początki były nader skromne: 85 rodzin, 126 dzieci. Najwięcej w przedszkolu (77), natomiast w szkołach zaledwie 23 dziewczynki i 26 chłopców w pierwszych trzech klasach. Dziś, na rozpoczęcie roku szkolnego 2009/2010 w projekcie uczestniczy przeszło 500 rodzin i blisko 900 dzieci. Otwarto już gimnazja, a wyniki pierwszych testów szóstoklasisty (z roku 2007/2008 oraz 2008/2009) plasują uczniów w najwyższej grupie ocen na tle kraju. Rodzice, nauczyciele i dzieci dali się zauważyć na zewnątrz. W gronie rodzin szkoły dla chłopców „Żagle” zrodził się pomysł zorganizowania Orszaku Trzech Króli – Jasełek ulicznych. W inicjatywę włączyły się Centrum Myśli Jana Pawła Ii i Fundacja Świętego Mikołaja. 4 stycznia tego roku wielobarwny korowód złożony z rodziców, nauczycieli i uczniów „Żagli” zgromadził się na Placu Zamkowym w Warszawie. Najpierw przyjęli błogosławieństwo od metropolity warszawskiego, arcybiskupa Kazimierza Nycza, a potem pomaszerowali do Żłóbka na Rynku Nowego Miasta. W imprezie wzięło udział blisko 10 tys. warszawiaków. Rodzice rodzicom Od czasu do czasu do Stowarzyszenia docierają pytania o plany rozszerzenia działalności w innych miastach Polski. Otwórzcie u nas taką szkołę, a chętnie zapiszemy do niej dziecko – tak można streścić brzmienie tych maili i telefonów. Niestety, ci którzy czekają na to, że ktoś otworzy nową placówkę, pewnie się nie doczekają, gdyż u źródeł jej powstania jest zawsze poważny wysiłek samych rodziców. Tak powstały szkoły STERNIKa i tak powstawały w przeszłości inne placówki tego typu na świecie (jest ich już ponad 500 w 38 krajach). A zaczęło się wszystko od rady, którą dawał rodzicom założyciel Opus Dei, św. Josemaria Escriva. Zakładajcie szkoły dla swoich dzieci – mówił – szkoły będące przedłużeniem domu rodzinnego, w którym praktykuje się ducha służby, współpracy, hojności, jedności. Pierwsza taka szkoła powstała w 1952 roku. Przez ponad pół wieku działania tego systemu edukacyjnego nagromadziło się już wiele doświadczeń, z których najważniejszym jest aktywna rola rodziców. Tak było też w Polsce. Rodzice założyli Stowarzyszenie STERNIK, rodzice szukali odpowiednich partnerów do współpracy i rodzice wzięli na siebie ciężar znalezienia środków materialnych potrzebnych na uruchomienie projektu. Zaczęły się do niego przyłączać inne rodziny. Czy nie mieli wątpliwości? Owszem, i to spore. Na początku było bardzo dużo obaw – wspomina jedna z matek dziewcząt uczęszczających do „Strumieni”. – Przejrzałam program szkoły. „Owszem, zgrabny...” – myślę – „ambitny”. Brawo... W wielu programach szkolnych widziałam już te postulaty. Niezmiennie robiły na mnie wrażenie. Chociaż realizowane bywały potem różnie. Czytam program wychowawczy: „Zawsze się uśmiechaj, kiedy ktoś ciebie o coś prosi.” – Stop! Zdziwienie. Jeszcze raz: „Zawsze się uśmiechaj, kiedy ktoś ciebie o coś prosi”...??? - oto jeden z nawyków do przyswojenia dla przedszkola. Konkretnie dla... trzylatków! „Wychowawca, który jest indywidualnym opiekunem dziecka przestrzega zasady, aby podejść do każdego z powierzonych mu dzieci przynajmniej raz dziennie bez konkretnego powodu i porozmawiać z nim.” – „Hm... dokładnie tak staramy się postępować w domu!...” Wszystkie natarczywie powracające dotąd pytania: „Ale czy nas na taką szkołę stać? Ale czy mam siłę ponieść liczne trudy z tego wynikające? Ale dlaczego to lepiej, żeby chłopcy i dziewczęta uczyli się oddzielnie? Ale... ale... ale... zastępuje już tylko jedno: „JAK?...” Szkoła dla elit? Pod koniec roku szkolnego 2008/2009 telewizja TVN w programie TVN UWAGA wyemitowała kilkunastominutowy film o projekcie. Zapowiedź programu brzmiała sensacyjnie: szkoła do której uczęszczają dzieci ministrów i biznesmenów, a przy tym prowadzona przez tajemnicze Opus Dei. Wszystko, co trzeba, aby przyciągnąć uwagę widza. Sam reportaż pokazał jednak obraz przedszkola i szkół, których elitarność polega na zgoła czymś innym. Faktem jest, że wśród dzieci STERNIKA znajdzie się kilka znanych nazwisk (będzie to ok. 3 procent wszystkich uczniów w projekcie). Natomiast w praktyce jej wyjątkowość obrazuje coś zupełnie innego: Po pierwsze – w projekcie uczestniczy duża liczna rodzin wielodzietnych. Po drugie – bardzo dużą wagę przykłada się tu do jak najściślejszej współpracy rodziny i szkoły. Swoistym znakiem firmowym projektu jest tutor – opiekun pozostający w ścisłym kontakcie z rodziną. W szkołach nie ma wywiadówek, za to są okresowe spotkania opiekuna z rodzicami (koniecznie z obojgiem – nie ma możliwości delegowania obowiązku spotkań na jednego z rodziców; zazwyczaj to zapracowani ojcowie stają przed pokusą przekazania tego obowiązku mamie). Po trzecie – na każdym poziomie edukacji (począwszy od przedszkola) proponowany jest rodzicom program wychowawczy polegający na pracy nad dobrym nawykami (np. hojność, pracowitość, uprzejmość, porządek); realizowany jest on równolegle w domu i w placówce edukacyjnej. Po czwarte – cały system wychowania i nauczania opiera się na edukacji spersonalizowanej. Chodzi tu o uszanowanie tożsamości dziecka i zgodność stawianych wymagań z jego rozwojem. Z tego względu po koedukacyjnym przedszkolu dzieci idą do szkół podstawowych prowadzonych osobno dla chłopców i dla dziewcząt. W STERNIKu używa się właśnie tego terminu: „dla dziewcząt”, „dla chłopców”, a nie – szkoła żeńska i szkoła męska. Różnica jest zasadnicza. W tym drugim przypadku chodzi o placówki, gdzie po prostu uczą się same dziewczynki lub sami chłopcy. „Szkoła dla…” to coś innego. Tu cały program wychowawczo – edukacyjny jest dostosowany do specyficznych wymagań danej płci. Po piąte wreszcie – bycie w tej szkole wymaga niemałego wysiłku. Jest on związany zarówno z obciążeniem wychowawczym, jak i materialnym. Z roku na rok rośnie liczba chętnych, prowizoryczne pomieszczenia wynajęte w Falenicy i Międzylesiu nie tylko nie wystarczają, ale nie odpowiadają w pełni wymaganiom stawianym przez ten nowatorski system edukacyjny. Ciężar bieżącego utrzymania placówek i rozwoju inwestycyjnego spoczywa na barkach samych rodziców, którzy wychodzą z założenia, że najważniejszą inwestycją życia są ich dzieci. Z drugiej strony założyciele postawili sobie cel, że pieniądze nie mogą być barierą we włączeniu się w projekt. Dlatego z każdą rodziną prowadzone są indywidualne rozmowy mające prowadzić do ustalenia takiego postępowania, które zapewni jej udział przy jednoczesnym zapewnieniu finansowania projektu. … i tajemnicze Opus Dei Do szkół STERNIKa przylgnęła już nazwa potoczna – szkoły Opus Dei. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że opiekę duszpasterską w placówkach sprawują księża z Dzieła – mówi wikariusz regionalny Opus Dei w Polsce, ksiądz Piotr Prieto. – Prosili nas o to rodzice, którzy zakładali Stowarzyszenie. Zwrócili się oni do Prałatury z prośbą o pomoc w utrzymaniu chrześcijańskiej tożsamości szkół. Na podstawie umowy między Dziełem a STERNIKiem Prałatura wyznacza kapelanów do poszczególnych placówek wychowawczych. Księża ci działają we własnym imieniu i nie reprezentują Prałatury jako takiej. W praktyce oznacza to, że przygotowują dzieci i rodziców do sakramentów, odprawiają Msze święte, spowiadają, prowadzą nauki w czasie dni skupienia. Jeśli więc chcemy ściśle określić organ założycielski tych placówek edukacyjnych, to jest nim Stowarzyszenie STERNIK, czyli– świecka inicjatywa grupy rodziców. Ksiądz Prieto dodaje, że pewne podstawowe zasady założycielskie tego typu szkół dał przed ponad pięćdziesięciu laty założyciel Opus Dei, św. Josemaria Escriva. Natomiast wcieleniem w życie tej idei zajmowali się ludzie świeccy. Św. Josemaria zawsze podkreślał, że Opus Dei oznacza Dzieło Boże i że tak naprawdę chodzi o to, aby chrześcijanin czynił to Boże dzieło wszędzie tam, gdzie się znajduje – dodaje ksiądz. – Jestem pełen uznania dla rodziców, którzy mieli odwagę zainicjować ten projekt i wydaje mi się, że zrobili to dlatego, aby mieć pomoc w ich najważniejszym zadaniu, jakim jest wychowanie dzieci. Chętnie mówimy o szkole dla rodziców wymagających od siebie – mówi Janusz Siekański, przewodniczący rady Stowarzyszenia. – I cieszymy się, że tacy rodzice do nas przychodzą. Wśród nich są osoby korzystające z różnych typów formacji w Kościele, liczne są rodziny z neokatechumenatu, oaz, czy innych ruchów katolickich. Są też osoby zwyczajnie uczestniczące w życiu parafialnym bez dodatkowej formacji. Jesteśmy otwarci na każdego, komu zależy na dobrym wychowaniu dziecka, bez względu na przynależność wyznaniową czy wyznawany światopogląd, pod warunkiem, że rodzice podzielają ideał wychowania opartego na ogólnoludzkich wartościach i chrześcijańskiej wizji człowieka. Czy zatem można te placówki nazwać szkołami katolickimi? Zakładający szkołę pragnęli, aby była ona przedłużeniem rodziny także w najważniejszym jej zadaniu, jakim jest chrześcijańska formacja dzieci – wyjaśnia Janusz Siekański. – W każdej placówce jest kaplica, możliwość udziału we Mszy św., możliwość spowiedzi, lekcje religii. Równie ważne jest to, aby cały program wychowawczo-edukacyjny spójnie realizował tę tożsamość. W Polsce przez szkołę wyznaniową rozumie się placówkę założoną przez diecezję, lub jakąś inną instytucję religijną. W tym sensie nie mieścimy się w tej klasyfikacji, ponieważ założycielem jest stowarzyszenie rodziców. Wiele takich szkół istnieje na świecie, sam poznałem podobne w Hiszpanii – opowiada ksiądz Prieto. – Funkcjonują one już kilkadziesiąt lat i owoce ich pracy są widoczne. Wychodzą z nich absolwenci, którzy stają się fachowcami w swoim zawodzie, tworzą często trwałe rodziny, na wiele sposobów służą społeczeństwu. Dzieje się coś dobrego, w zwyczajnym życiu powstają dzieła Boże. Ufam, że w Polsce może być podobnie. Paweł Zuchniewicz
|
Fundusz ten pomaga pokrywać koszty edukacji dzieci. Dzięki niemu z naszych szkół i przedszkoli mogą korzystać także te rodziny, których możliwości finansowe nie pozwalają na pełne pokrywanie opłat. Fundusz został utworzony po to, aby status materialny nie stał się barierą dostępu do szkoły na wysokim poziomie. Zależy nam na stworzeniu zdrowego, zróżnicowanego środowiska, w którym będą wzrastać powierzone nam dzieci.