Z Martą Stokłosą, nauczycielką i wicedyrektorem szkoły "Strumienie", rozmawiał Paweł Zuchniewicz
Marto, na co dzień pracujesz w szkole podstawowej „Strumienie". Jest tam również przedszkole, w którym dzieci przygotowują się do szkoły. Jak z perspektywy nauczyciela uczącego już w szkole widzisz sens posłania dziecka do przedszkola?
Przedszkole to nasz cukiereczek. Mówimy o nim, że jest najlepszym prezentem, który możemy podarować naszym dzieciom. Nauczyciele pracujący w przedszkolu przygotowują zajęcia edukacyjne usprawniające procesy uczenia się w przyszłości. Okazuje się np. że raczkowanie ma wpływ na rozwój wzroku, turlanie usprawnia ucho i słuch. Ćwiczenia paluszkowe, lepienie z plasteliny, przewlekanie przygotowują rękę do pisania, ćwiczenie tzw. serii, układanie tangramu, słuchanie muzyki klasycznej wpływa w późniejszym - szkolnym okresie na edukację matematyczną itd. itd.. Nasi nauczyciele są świadomi po co wykonują z dziećmi pewne zabawy i dlaczego jest to tak ważne, a także jaki efekt przynoszą te działania w przyszłości. To bardzo szeroki temat. W szkołach hiszpańskich z których doświadczeń korzystamy nie mają prawie dzieci z dysleksją, z dysgrafią. Jest to efekt ćwiczeń, które dzieci wykonują w przedszkolu - nie tylko ćwiczeń fizycznych, ale także umysłowych.
Do przedszkola Strumieni chodzą chłopcy i dziewczynki. W podstawówce to się zmienia. Chłopcy idą do męskiej szkoły Żagle, a dziewczynki do żeńskiej szkoły Strumienie. Stosunkowo mało jest szkół średnich, które wprowadzają rozdział płci, w podstawówkach to zupełna nowość. Skąd taki pomysł?
W pierwszych latach naszego stulecia grupa rodziców, którzy byli przyjaciółmi zaczęła zastanawiać się do jakich szkół posłać swoje dzieci. Niektórzy z nich mieli już dzieci w innych szkołach i wiedzieli, że to co oferują polskie szkoły nie do końca odpowiada ich oczekiwaniom. Chcieli by szkoła była przedłużeniem domu, by ich dzieci mogły rozwijać się jako cała osoba, by każde z nich mogło osiągnąć wspaniałe rezultaty zarówno w sferze wiedzy i umiejętności ale także w sferze duchowej. Rozpoczęli poszukiwania i okazało się, że znaleźli takie szkoły w Hiszpanii. Szkoły miały wtedy trzydziestoletnią tradycję. Odwiedzili kilka z nich nawiązali przyjaźnie z dyrektorami oraz trafili do organów prowadzących. Poznali także wychowanków tych szkół - niektórych już wtedy około czterdziestoletnich ludzi. Wiedzieli, że to co zobaczyli spełnia ich oczekiwania. Jednak szkoły nie były koedukacyjne. Promowały edukację zróżnicowaną. Ten sam organ prowadzący prowadził równolegle szkoły dla dziewcząt i chłopców oraz koedukacyjne przedszkola. Postanowili spróbować. Założyli w Warszawie pierwsze szkoły i oddali je fachowcom tzn. pedagogom i wykwalifikowanym nauczycielom. We wrześniu 2004r. po prawie dwuletnich przygotowaniach - między innymi szkoleniach nauczycieli w Barcelonie - ruszyły dwie szkoły: żeńska Szkoła Podstawowa „Strumienie" i męska Szkoła Podstawowa „Żagle" oraz koedukacyjne przedszkole przy szkole żeńskiej. Organem prowadzącym jest Stowarzyszenie Wspierania Edukacji i Rodziny „Sternik".
Jak rodzice reagowali na pomysł zróżnicowania edukacji ze względu na płeć?
W procesie rekrutacji pierwszych uczniów trzeba było przekonywać rodziców do tego modelu edukacyjnego. Wiemy też, że gdy wprowadzano po wojnie szkoły koedukacyjne nie robiono badań czy to będzie dobre dla dzieci. Całe szczęście na świecie, wobec rosnących problemów w szkołach podjęto takie badania. Szkoły hiszpańskie także korzystały z tych doświadczeń. Okazało się, że w Anglii w 2002 zaobserwowano wzrost szkolnictwa o edukacji zróżnicowanej aż o 13%, w Stanach Zjednoczonych rząd w tym samym roku przeznaczył aż 3 mld. dolarów na rozwój szkół tego typu. W Austrii nastąpił nagły zwrot i postawienie na powrót do szkół edukacji zróżnicowanej ze względu na płeć.
Jaki to ma wpływ na poziom nauczania?
Okazało się, że wyniki edukacyjne tych szkół są o wiele lepsze np. w Anglii w 2002r na 20 szkół osiągających najlepsze wyniki 13 jest nie koedukacyjnych. Dziś po prawie czterech latach działalności placówek mamy realne dowody, że taki model edukacyjny jest dobry, że - mówiąc językiem potocznym „to działa". Zaczynaliśmy prowadząc przedszkole 3, 4 i 5 latki oraz pierwsze trzy klasy szkoły podstawowej. Dziś klasa która zaczynała w 2004r jako klasa trzecia zdawała pierwszy swój egzamin państwowy: 8 kwietnia pisała tzw. ogólnopolski sprawdzian szóstoklasisty. Kilka dni przed końcem maja Okręgowa Komisja Egzaminacyjna ogłosiła wyniki. Okazało się, że nasza Szkoła jest jedną z trzech najlepszych szkół w Warszawie.
Kto jest głównym autorem tego sukcesu: nauczyciele, dzieci, rodzice?
W naszych szkołach panuje zasada że, to rodzice są pierwszymi wychowawcami, na drugim miejscu są nauczyciele, a dopiero potem uczniowie. Szkoła ma pomagać rodzicom w tym niezbywalnym pierwszym prawie do wychowania. Aby być dobrym fachowcem długo studiujemy, uczymy się - aby być rodzicem przeważnie nie. Zwykle powielamy model edukacyjny swoich rodziców. Nauczyciele - fachowcy od pedagogiki, wychowania pomagają rodzicom w tej trudnej roli. Dlatego, każda rodzina w naszej szkole ma opiekuna, który spotyka się z rodzicami trzy, cztery razy w roku i z uczennicą co około 2 tygodnie. Podczas takich spotkań omawiane są nie tylko postępy w nauce, ale przede wszystkim to, jak dziewczynki walczą by zdobywać różne cnoty: porządek, radość, stałość pracy, odpowiedzialność, hojność, umiejętność pracy w grupie; jak przestrzegają dobrego wychowania; jak układają relacje z rówieśnikami, z dorosłymi, jak dbają o narzędzia pracy, o wygląd zewnętrzny (mundurek też trzeba umieć nosić), ale przede wszystkim uczymy nasze uczennice by powoli potrafiły brać odpowiedzialność za swoje wybory, uczymy je uczyć się i rozwijamy w nich pasje. To pasja poznawania nowych rzeczy, nowych zjawisk wpływa na posiadaną wiedzę. Wielu ludzi ma pasję, ale brak im wytrwałości, zżera ich lenistwo, paraliżuje brak stałości w pracy, zła organizacja czasu, zła organizacja pracy.... To wychowanie, kształtowanie cnót - tych stałych dyspozycji do czynienia dobra ma zasadniczy wpływ na wyniki edukacyjne.
A liczebność klasy?
Fachowcy od edukacji twierdzą, że w liczniejszej klasie lepiej rozwijają się umiejętności społeczne. Nieduże zespoły sprzyjają skupieniu się na sobie - nie na innych, deformują umiejętności dzielenia się, zauważania potrzeb innych. W małych zespołach uczniowie oczekują stałego zainteresowania nauczyciela prowadzącego zajęcia, oczekują stałej pomocy i kontroli. Sukces edukacji polega na powolnym przejmowaniu odpowiedzialności za swój proces kształcenia, wykonywaniu doświadczeń, ale także uczeniu się na błędach i wyciąganiu wniosków z porażek. Nauczyciel powinien być bardziej towarzyszem, przewodnikiem niż wykładowcą. Powinien wskazywać kierunek i umiejętnie zachęcać ucznia, wspierać go a nie wyręczać - dlatego mała liczebność klasy może wręcz przeszkadzać w osiągnięciu dobrych wyników edukacyjnych. To mądrość nauczyciela - wychowawcy i rodziców ucznia a nie liczebność klasy wpływa na sukces edukacyjny.
Czy są jeszcze jakieś innowacje w stosunku do tego co wiemy o naszym systemie edukacyjnym?
Edukacja jest stara jak świat, już w starożytności ludzie chodzili do szkoły. Różnica polega na tym, że obecnie mamy szansę wykorzystać nowoczesne badania, aby jak najlepiej przekazywać wiedzę - nic w tym złego i należy korzystać z badań np. neurologów . Należy też wykorzystywać nowe technologie np. internet. Nic jednak nie zastąpi kształtowania całego człowieka, czuwania nad jego integralnym rozwojem tak, by osiągnął pełnię. Tak, by każda osoba mogła osiągnąć swój najwyższy rozwój, by potencjał który posiada zarówno w sferze duchowej jak i edukacyjnej sięgnął górnej półki. Dla każdego górna półka jest na innej wysokości. Trzeba wysiłku by nauczyć się np. funkcji trygonometrycznych, ale może potrzeba większego wysiłku by umieć podzielić się z potrzebującym np. czasem, by oprócz siebie dostrzegać jeszcze drugiego człowieka. Prawdą jest też, że możemy lepiej pomagać innym, gdy mamy do tego narzędzia. Naszym narzędziem jest np. wiedza, umiejętności, stosowanie tej wiedzy w praktyce. Lecz wiedza bez cnót na nic się nie przyda.
Rodzice - czy trzeba ich mobilizować do wysiłku i jak to się robi?
Rodzice to pierwsza społeczność naszej szkoły. Nigdy nie przyjmujemy ucznia - przyjmujemy rodzinę. Lecz, aby współpraca ta przynosiła efekty i udała się rodzice muszą akceptować zasady szkoły. Nie można akceptować lub nie akceptować czegoś czego się nie zna. Większość czasu dziecko spędza z rodziną, dlatego tak ważna jest współpraca rodziców ze szkołą. Na początku tej fascynującej współpracy oferujemy rodzicom tak zwany kurs dla nowych rodziców gdzie dogłębnie poznają nasz model edukacyjny i nasze zasady. Kurs jest obowiązkowy. Wcześniej wspomniałam, że zamiast ogólnych zebrań mamy spotkania z opiekunem. Oprócz tego trzy razy w roku rodzice mają obowiązek uczestniczyć w wykładzie dla grupy wiekowej do której należy ich dziecko: wykłady dotyczą zarówno wychowania jak i nowych technologii medialnych, edukacji, czytelnictwa, organizowania czasu wolnego, nagradzania i karania, dojrzewania i wielu, wielu innych dziedzin. Po wykładzie zapraszamy na zajęcia które mają charakter warsztatowy, często analizuje się na nich konkretne sytuacje z życia: tzw. studium przypadku. Wychowanie, kształcenie człowieka, kształtowanie go jest fascynującą podróżą wraz z dzieckiem. Życzymy wszystkim rodzicom aby mieli umiejętności, zapał i wytrwałość by dojść tam gdzie zaplanowali. Ktoś kiedyś opowiadał mi, że wychowanie dziecka można porównać do szlifowania cennego diamentu. Mistrz jubiler robi to w białych rękawiczkach, ale jednocześnie używa ostrych narzędzi . Szlifowanie diamentu jakim jest dziecko czasem nie jest przyjemne i wymaga wysiłku od obydwóch stron, ale jaki efekt i jaka wartość gotowego brylantu!!!

